Awans zawodowy, w kręgu duchowości, wybór i decyzja

17 stycznia 1955 roku Janina Woynarowska za wzorową pracę w Służbie Zdrowia otrzymała kolejną laudację – Srebrny Krzyż Zasługi nadany przez Radę Państwa w Warszawie. Wiele krzyży, odznak, dyplomów, oraz listów gratulacyjnych znajdowało się w szufladzie jej biurka. Janinę Woynarowską – pielęgniarkę wybitną, wyjątkową, o najwyższych kwalifikacjach zawodowych, pielęgniarkę ofiarną w służbie dla innych znał Chrzanów, Kraków i Warszawa.

1 stycznia 1956 roku otrzymała nominację na odpowiedzialne stanowisko przełożonej pielęgniarek przy Przychodni Obwodowej w Chrzanowie i przewodniczącej koła Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego.

Ogrom nowych obowiązków - wir pracy. Niczego nie zaniedbywała. Z nowych zadań wywiązywała się wzorowo. Tylko czasu było coraz mniej i coraz mniej zdrowia. Nasilały się bóle kręgosłupa. Postępowała skolioza nękająca ją od dziecka. Jej sylwetka coraz bardziej się pochylała. Nękało ją cierpienie czasem trudne do zniesienia. Leczyła się, życzliwi lekarze przypominali, czym może grozić zaniedbanie. Za ich namową, w ramach urlopu wyjeżdżała do sanatoriów, gdzie miała więcej czasu dla siebie. Po zabiegach leczniczych spacerowała zwiedzając miejscowe zabytki, chodziła na koncerty organizowane w sanatoryjnych pijalniach i podziwiała piękno przyrody. Do przyjaciół pisała listy o wszystkim. O muzyce, której jej brakowało w życiu codziennym, o książkach nieprzeczytanych na, które ma teraz czas i o urodzie lasów, parków, kojącym śpiewie ptaków. Piękno inspirowało, więc pisała wiersze i notowała skróty myślowe: (...) Tajemnicą jest każde ziarnko piasku i każda stokrotka w lesie i każdy zimowy płatek śniegu (...). Błogosławiony czas ... niedoceniany przez wielu. W wierszu pyta: (...) Czy masz czas? usiąść pod płaczącą brzozą i z szorstkością jej kory czuć smak i sens życia (...). Wracała wypoczęta i znów nie szczędziła zdrowia, tak wiele spraw było do wykonania, a jedna ważniejsza od drugiej.

Nie zaniedbywała sprawy najważniejszej – kształtowania duchowości. W 1961 roku uczestniczyła w 10-cio dniowych rekolekcjach w Rząsce, pod koniec których złożyła roczne śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Wybrała Świecki Instytut Chrystusa Odkupiciela Człowieka w Krakowie. Charyzmat Instytutu – dzielenie się z innymi miłością odkupieńczą – chrystocentryczna duchowość Instytutu zanurzona w oddaniu się Maryi – były najbliższe jej światopoglądowi. Chrystus od naj wcześniej szych lat był jej Mistrzem. Jej relacje z Chrystusem rozpoczęły się od silnego przeżycia pierwszego, pełnego udziału w Eucharystii i nieustającej zacieśniającej się więzi z Chrystusem, w latach młodzieńczych. Przygotowaniem było niewątpliwie głęboko religijne wychowanie w domu rodzinnym, które – jak sama wyznawała – było największym skarbem jaki dali jej rodzice, których bardzo kochała.

Janina Woynarowska do Instytutu przystąpiła w pełni duchowej dojrzałości i świadomości. Tym wyborem podjęła decyzję życia w samotności, w pełnym oddaniu się Bogu. W testamencie duchowym Mój Jezus Chrystus napisała: (...) Żyję sama, nie założyłam rodziny, gdyż tak odczytałam drogi mojego życia, którymi prowadzi mnie Chrystus. Samotność w pełni zaakceptowana, nieraz twarda, jak samo ramię krzyża i bolesna, jak jego ciężar, hańbiąca tą hańbą nie zawinioną, którą ludzie chcą okazać człowiekowi za którym nikt nie stoi ... Tak, jak tam na Kalwarii (...).

W 1962 roku na okres dwu lat ponowiła śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. W tym samym roku otrzymała dyplom za długoletnią i ofiarną pracę w Służbie Zdrowia. Jedno drugiemu nie przeszkadzało, wręcz pomagało, bowiem duchowość wzbogaca pracę o chrześcijańskie charyzmaty, a praca taka ma znamiona najwyższych wartości humanitarnych.

W 1964 roku ponowiła śluby – długie, przemyślane kształtowanie i wzrastanie ducha. Na potrzeby Instytutu Janina Woynarowska podjęła nowy rozdział pracy – redagowanie biuletynu Ora et Labora. Módl się i pracuj... Tak jak dotychczas. Myśl i zawołanie św. Benedykta mówi wszystko. Biuletyn ma służyć celom poznawczym i formacyjnym dla innych osób związanych z Instytutem Świeckim w Krakowie.

1 grudnia 1962 roku Janina Woynarowska otrzymała nominację na stanowisko instruktorki i przełożonej pielęgniarek przy Wydziale Zdrowia i Opieki Społecznej w Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Chrzanowie – najwyższa funkcja. Wraz z nominacją pojawiło się wiele nowych zadań. Między innymi jako pierwsza w województwie krakowskim podjęła się zorganizowania pielęgniarstwa środowiskowego i nowych form szkolenia - PAMEL, gdzie oprócz specjalistów z różnych dziedzin wiedzy czynny udział brały pielęgniarki, pogłębiając swoją wiedzę. Organizowała w mieście i w powiecie nowe żłobki, przychodnie specjalistyczne, ośrodki zdrowia, izby porodowe. Jej pragnieniem było, aby wypełnić wszystkie luki stwarzając mieszkańcom najmniejszych miejscowości lepsze warunki leczenia. Do najodleglejszych wsi w powiecie zorganizowała ekipy pielęgniarskie, które zadbały o szczepienia ochronne dzieci. Współpracowała z lekarzami, którzy podziwiali i popierali dynamikę jej pracy i włączyli się czynnie we wspólne działanie niesienia pomocy chorym. Byli to dr Kazimierz Lusiński, dr Emilia Szurek-Lusińska, dr Teresa Głuska, dr Mieczysław Ptak, dr Janina Pytlik i inni.

Janina Woynarowska potrafiła również osoby chore zachęcić i włączyć do współpracy – przepisywały one z oryginałów listy do chorych. Listów było setki, wychodziły co kwartał, a były redagowane przez archidiecezjalnego duszpasterza chorych w Krakowie ks. Witolda Kacza. Janina także przepisywała listy, przeważnie nocą. Znane były fakty, że chorzy załamani psychicznie swoją długoletnią chorobą nabierali radości życia czując się potrzebnymi dla innych chorych. Odczuwali duchową więź z innymi, tworząc "rodzinę chorych". Wśród takich chorych stukających na maszynie była Stanisława Sosińska – ciężko chora na nogi i kręgosłup oraz Anna Batko – dotknięta paraliżem nóg po wypadku samochodowym.

Wspomina Anna Batko: (...) W moim życiu odegrała ważną rolę. Z nią i poprzez nią odzyskiwałam zdrowie, sprawność i wracałam do równowagi psychicznej. Była stałym łącznikiem między mną a lekarzem. Stworzyła "pomost" do parafialnego kościoła, proboszcza i sióstr zakonnych. Ona była filarem mojej słabnącej konstrukcji wewnętrznej. Mijało załamanie i zdruzgotanie wynikające z daleko posuniętego inwalidztwa. Zaczęłam dostrzegać nowe, dotąd utajone dla mnie walory życia (..).

Janina Woynarowska miłośniczka literatury i muzyki zapragnęła wykorzystać i tę dziedzinę. Dla personelu lekarskiego, pielęgniarskiego i dla pracowników pomocniczych zaczęła organizować wieczory literackie i muzyczne. Pomysł okazał się znakomity i spotkał się z dużym zainteresowaniem personelu szpitala. O odchodzących na emeryturę także pamiętała, organizując im uroczyste pożegnania, a potem z różnych okazji spotkania. Dzięki nowej zaszczytnej funkcji przełożonej wywierała dobroczynny wpływ na ogromny krąg personelu średniego szpitala i lecznictwa otwartego, poradni specjalistycznych, przychodni przyzakładowych, komórek pielęgniarsko-higienicznych w szkołach, w Chrzanowie, w Trzebini, w Chełmku, w Krzeszowicach i innych miejscowościach. Wiązało się to z nieustannym czuwaniem i wizytacjami. Nadal najważniejszy był dla Janiny Woynarowskiej bezpośredni kontakt z chorymi pacjentami. Okresowo – w wyznaczonych dniach – była asystentką dr Stanisława Chwaliboga – chirurga na oddziale chirurgicznym w szpitalu w Chrzanowie. Przez kilka lat, dwa razy w tygodniu asystowała prof. dr Jerzemu Gansowi – laryngologowi dojeżdżającemu z krakowskiej kliniki do Chrzanowa, następnie przy zabiegach laryngologicznych dr Janinie Pokrzyk.

W życiu Janiny Woynarowskiej niezwykle bogato splatały się racjonalizm rozumu z twórczą wyobraźnią i głębią duchową. Zapisała: (...) Jak się daje, ma się więcej, bo się człowiek ciągle napełnia. Człowiek musi być głęboką studnią, by mógł z siebie czerpać ...

W 1966 roku Janina Woynarowska złożyła Śluby Wieczyste na ręce ks. kardynała Karola Wojtyły, w obecności założyciela Instytutu ks. Witolda Kacza. Ślubowała wielkie pochylenie przed Bogiem w modlitwie i pokorze – na zawsze, obiecała pozostać na stanowisku pracy i zainteresowaniach z nią związanych – w świecie. Biały fartuch pielęgniarski i biały czepek z czarnym paskiem nadal nosiła z godnością, a w sercu zachowała tajemnicę znaną Bogu i niewielu zaufanym.

Na co dzień ubierała się skromnie w ciemne kolory czerni i granatu. Jeśli biel to bluzki i popielate swetry. Mówili i mówią: była niestarannie ubrana. Mówili i mówią: była opryskliwa. Mówili i mówią: zaniedbywała swoje obowiązki. Mówili i mówią małostkowi, którzy nie chcą i nie potrafią dostrzec spraw wielkich. Była jedną z najbardziej znanych osób w mieście. Mówili i mówią, bo jej bezinteresowność, wiedza i niezależność były przedmiotem zazdrości.

Niewiele osób wyczuwało w niej inną hierarchię wartości – głębię duchową, której nie eksponowała, lecz która emanowała poprzez spojrzenie pięknych, lśniących czernią oczu i tajemniczy półuśmiech.

Na początku lat 60-tych, po trudach organizacyjnych i prawnej legalizacji, ruszyło pełną parą pielęgniarstwo środowiskowe. To był ważny dzień, w którym pierwsza pielęgniarka zapukała do pierwszych drzwi chorego. Chorym, którzy nie mogli wychodzić z domu teraz przysługiwało wiele świadczeń – iniekcje, pobieranie krwi na badania, mierzenie ciśnienia tętniczego, pomoc w drobnych zakupach. Pielęgniarka stała się żywym pomostem pomiędzy chorym i lekarzem. I chociaż w małej cząstce zaspokojeniem tęsknoty do zwykłej ludzkiej rozmowy.

Janina Woynarowska – główna organizatorka – czuwała, wizytowała i była szczęśliwa widząc uśmiech zadowolenia na twarzach schorowanych, samotnych ludzi: (...) Szczęśliwi ludzie, którzy spotkali człowieka dobrego (...).